Dziecko na Warsztat idzie w Polskę

Są takie zajęcia, do których przygotujesz się perfekcyjnie, zaplanujesz idealnie i…

I dzieciaki stwierdzą, że wszystko fajnie, ale akurat dziś to one wolą skakać po kanapie:

O ile obie mapy Państwa Mizielińskich* zostały obejrzane z zainteresowaniem

A nawet zabawa w góry-morze jeszcze jakoś wypaliła.

Zabawa w góry i morze:
Na mapach zobaczyliśmy, że z jednej strony Polski są góry, a z przeciwnej – morze. Mama prowadząca ma dwa rysunki/symbole/zdjęcia – jeden przedstawia góry, drugi morze.
Przy muzyce („Prząśniczka” Stanisława Moniuszki* w wersji nieco uwspółcześnionej) dziecioły skaczą, biegają i pląsają. Kiedy cichnie muzyka – prowadząca pokazuje jedną z ilustracji. Na „morze” dziecioły kładą się na brzuszkach i „pływają” żabką, kraulem lub stylem dowolnym. Na „góry” udają wspinaczkę lub podskakują. I od nowa. Starszym dzieciom można wprowadzić podpisy (utrwalanie pisowni).

O tyle później kanapa i kłapiąca kaczka zwyciężyły. Cóż było robić. Podążyłyśmy za dziećmi. Część scenariusza zrealizowałam potem z Orą w domu, część czeka na lepsze czasy.
Jednak Wam opiszę wersję, którą założyłam sobie na początku.

– Domino z książeczki Władysława Bełzy* „Kto ty jesteś?”
– Polonez z figurami (konkretnie jedną – „tunelem”) tańczony do muzyki Wojciecha Kilara*

Blok drugi:
– Opowiadanie z książeczki „Pan Kuleczka. Dom.” (opisywałam tutaj) pt. „Lampa” oglądanie, zapalanie i wąchanie lampy naftowej. Trzy słowa o Panu Od Lampy

Nie ukrywam,  że miałam duży dylemat z wyborem wiodącej postaci do warsztatu, w którym z założenia miała być prezentowana jakaś wybitna postać z dziejów Polski.
Wybór wprawdzie jest przeogromny, ale zależało mi na kimś kto nie był jedynie „historycznym celebrytą”, a jego głównymi osiągnięciami nie były działania wojenne.
Co więcej, chciałam żeby był to ktoś, kto stworzył, osiągnął coś, hmmm… wymiernie pożytecznego. Nie ujmując znaczenia artystom i bojownikom wszelkiej maści – uważam że mocno pomija się w naszej historii postaci nieco mniej romantyczne, mniej krwawe, a mające wielki wpływ na ludzkie życie.
Oczywiście pierwszy „zadzwonił mi” Stary Doktor, ale uznałam że to jednak nie jest opowieść dla dwu- i trzylatków.
Tajemnic radu i polonu sama nie rozumiem na tyle, by próbować je tłumaczyć młodocianym 😉

Dlatego właśnie zdecydowałam się na Ignacego Łukasiewicza.
Przyznajcie się, kto z Was kojarzy o nim cokolwiek oprócz nafty?

Zbierając materiały sama zdziwiłam się jak mało o nim wiem. A postać jest bez wątpienia wybitna i warta popularyzacji. Nie będę kopiowała jego życiorysu, ale baaardzo polecam stronę mu poświęconą: http://ignacylukasiewicz.pl
Od biografii, przez historię jego wynalazku aż do działalności społecznikowskiej (niebagatelnej – np był czymś w rodzaju pierwszego polskiego zakładu ubezpieczeń).

W prawdzie to również historia mocno skomplikowana jak na poziom Smoczej Drużyny, ale jaka radocha z zabawy po ciemku, przy lampie z historią 🙂

To początek nadrabiania przeze mnie „podróżniczych” zaległości. Niedługo opowiem Wam jak było w Afryce 🙂

* Wybitne polskie postaci występujące w naszym warsztacie 🙂

 

2 thoughts on “Dziecko na Warsztat idzie w Polskę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *