Poranne zen

Siódma rano. Przez uchylone okno wsącza się chłód poranka, szarawy poblask i szum miasta. Ale pod kołdrą jest miło, miękko i sennie.
Wtula się we mnie cieplutkie ciałko. Kręte loki łaskoczą  mnie w nos. Mała łapka szuka na oślep mojej twarzy. Nieskończenie doskonała rzęsa rzuca kosmiczny cień na krzywiznę policzka. Wsłuchuję się w spokojny, miarowy oddech.



– Mmmm. Mmmmmmmmm. Mleko!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *