Wolińskie dialogi

Poszliśmy wieczorem nad Dziwnę, popatrzeć na światła w wodzie.
Ora: Będziemy patrzeć na rzekę. Bo rzeką się trzeba opiekować. Ty się będziesz opiekować,Tata i Orka.

Ora w skansenie upodobała sobie kamień runiczny, poświęcony pamięci Sygrydy Storrady, stojący na niewielkim pagórku. Zbiegała stamtąd „z górki na pazurki”, zbierała z koleżankami opadłe, niedojrzałe gruszki i chowała w tajnych schowkach, biegała i przekradała się wokół głazu, odpędzała smoki uschłą gałęzią (uznała, że tabliczka informacyjna obok kamienia to księga smoków i ich lądowisko). Albo mówiła po prostu:
– Mamo, chodź usiądziemy tu i pomyślimy.
– O czym pomyślimy Kochanie?
– O wszystkim.

– Mamo, chodź usiądziemy i pomyślimy.
– O czym, Słonko?
– O tamtym panu.
– Wiesz, to jest nasz znajomy. Robił Ci zdjęcia, jak jeszcze byłaś u mnie w brzuszku.
– To mój przyjaciel!
– Raczej znajomy.
– To mój przyjaciel! On mnie kocha!

– Mamo, usiądź ze mną i pomyślimy.
– Dobrze. A o czym?
– O tamtych panach.
– Aha. A co o nich pomyślimy?
– Mają czarne ubrania.
– Faktycznie, cali są ubrani na czarno.
– Bo czarny jest i-de-al-ny na Wolin.
– (???) Dlaczego?
– Bo jest legalny i fan-ta-sty-czny.
– (???)

– Mamo usiądziemy tu na trawce i pomyślimy sobie.
– O czym sobie pomyślimy, Kochanie?
– O ludziach wszystkich. Takich, co ich w ogóle nie znamy.

Mleko pod kamieniem też było, nie myślcie sobie 😉

3 thoughts on “Wolińskie dialogi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *